Blogek
blog Piotra Fiecko
Wydatki na reklamę w internecie już w tym roku przewyższą wydatki na TV

- dodał: Piotr Fiećko / Interaktywnie.com
Wielka Brytania i Szwecja to pierwsze państwa na świecie, gdzie wydatki na reklamę internetową przewyższą wydatki na reklamę telewizyjną. Niemożliwe? – A jednak. Według Group M, agencji planowania i zakupu mediów zrzeszonej w WPP Group, w Szwecji nastąpi to pod koniec tego roku, w Anglii – na początku przyszłego.
Najpierw Szwedzi
Do końca roku 2008 udział reklamy online w ogólnych wydatkach reklamowych w Szwecji wzrośnie do 19.5% wyprzedzając udział reklamy TV o niespełna 0.3%. Pod koniec zeszłego roku wydatki na tę ostatnią stanowiły 19.8% całości. Zgodnie z danymi Group M, reklama online zajmowała drugie miejsce z wynikiem 16.7%.Stosunkowo niski udział reklamy telewizyjnej w rynku podyktowany jest faktem, że w Szwecji późno zainteresowano się reklamowym potencjałem tego kanału. Czyni to szwedzką gospodarkę pewnym wyjątkiem w skali światowej, lecz wyjątkiem nie osamotnionym.
Brytyjczycy, tuż za nimi
Brytyjscy marketerzy przeznaczą w tym roku na reklamę online 3.4 mld GBP czyli o 30.8% więcej niż rok wcześniej. Dla porównania – odpowiednie wydatki jeśli chodzi o telewizję wzrosną zaledwie o 1%.Szacunek ten jest nieco bardziej optymistyczny niż prognozy eMarketer.com, który ocenia te same wydatki na kwotę 3.24 mld GBP. Jeśli przewidywanie eMarketera okazałoby się bliższe prawdy, wydarzenie zapowiedziane przez Group M, może nastąpić w roku 2010. Pewne jest jednak to, że zmiana priorytetów nastąpi prędzej czy później.
Te dwa trendy potwierdzają fakt, że znaczenie reklamy internetowej w Wielkiej Brytanii rośnie szybciej niż w jakimkolwiek innym państwie. ( Według danych ZenithOptima, wydatki na reklamę online w skali światowej stanowią średnio 5.8% wydatków na reklamę w ogóle).
Brytyjski krajobraz… medialny
Oczywiście angielski krajobraz medialny (podobnie zresztą jak szwedzki) jest wyjątkowy. Z jednej strony bardzo silną pozycję ma tam prasa drukowana, z drugiej – w świadomości brytyjskich konsumentów fenomenalnie rośnie znaczenie internetu, co automatycznie obniża pozycję telewizji pod względem atrakcyjności reklamowej.Udział reklam w produkcji audycji telewizyjnych jest w tym kraju znacznie mniejszy niż, na przykład, w Stanach Zjednoczonych. Główny brytyjski nadawca telewizyjny – BBC posiada obowiązek "służby publicznej" i zawsze był ofiarnie wspierany przez abonament - w 2007 roku 135.50 GBP dla gospodarstw domowych z telewizorem kolorowym i 45.50 GBP dla gospodarstw domowych z telewizorem czarno-białym.
Niemniej jednak, kanały, które muszą liczyć wyłącznie na reklamy – włączając stacje naziemne takie jak: ITV1, ITV2, Chanel 4 czy Chanel Five, jak również nadawców kablowych i satelitarnych – wciąż dowodzą, że reklama telewizyjna posiada w UK długą i chlubną tradycję. Jednakże, jej najważniejszym zmartwieniem jest postępująca fragmentaryzacja widowni.
Stosunek długości reklam do długości programów telewizyjnych w UK jest znacznie mniejszy niż w Stanach. Typowy program TV przerywa się tu reklamami najwyżej 4 razy w ciągu godziny, a każda taka przerwa zawiera od 5 do 6 spotów. Wreszcie, wśród brytyjskich reklamodawców panuje przekonanie, że telewizja wciąż pozostaje najlepiej zapamiętywanym kanałem reklamowym, szczególnie jeśli chodzi o komunikaty dotyczące marek. Z racji faktu, że nadawcy nie są w stanie w dalszym ciągu zapewnić odpowiednio licznego audytorium, zmianie ulega jednak skala i struktura wydatków reklamowych.
Najróżniejsze marki mogą poszczycić się sukcesami w kampaniach online, czy kampaniach zintegrowanych, których koszty są znacznie niższe, niż w przypadku TV. W obecnej dobie, kiedy to jesteśmy świadkami masowego transferu widowni telewizyjnej w kierunku sieci, ten trend po prostu musi się utrzymać.
Czy oznacza to, że pytaniem, które coraz częściej słyszeć będą agencje reklamowe z ust agencji interaktywnych, będzie – „Hej! potrzebujemy od was trochę telewizyjnego i radiowego stafu, żeby wesprzeć naszą kampanię online?”. Niemożliwe? – A, jednak...
- tagi:
- brak
- dodane do kategorii:
- Trendy
Więcej na temat
Zostaw komentarz
Nie bądź anonimowy. Zarejestruj się! Otrzymasz profil dzięki któremu Twoje komentarze będą bardziej wiarygodne. Będziesz miał również dostęp do newslettera, ofert pracy, forum dyskusyjnego oraz kontaktu do innych zarejestrowanych osób.

Komentarze
Krzysztof Kiljański (profil)
20 stycznia 2008 21:28Wszystko pięknie - trzeba jednak mieć świadomość, że Internet - pomimo ogromnego potencjału jakim dysponuje - jeszcze przez dobrych kilka lat będzie w kampaniach elementem uzupełniającym ATL / BTL.
Z upływem czasu proporcje się zmieniają - jednak do oświadczenia, że Internet za lat kilka będzie medium dominującym, osobiście jestem daleki...
Dawid Szczepaniak (profil)
21 stycznia 2008 15:16A ja nie :) W komunikacji z niektorymi grupami docelowymi internet JUZ TERAZ jest medium dominujacym. Zastanow sie - jakie medium ma najwiekszy wplyw na, powiedzmy, studentow? Z pewnoscia nie telewizja, ktorej wiekszosc z nich nie oglada.
Pozostaje jeszcze kwestia docenienia potencjalu internetu przez marketerow - ale z tym tez jest coraz lepiej.
Coraz wiecej i wiecej kampanii nie bedzie mialo w ogole komunikacji w telewizji. Co nie zmienia faktu, ze proszek do prania bedzie sie pojawial w telewizyjnych blokach reklamowych do konca swiata i troche dluzej.
marketeria (www)
22 stycznia 2008 00:06Przecież to wszystko zależy jeszcze od dostępności technologii dla tzw. zwykłego odbiorcy.
Wg danych ze stycznia ubiegłego roku dostęp do Internetu w Polsce miało ok 30%* obywateli naszego kraju;); w Wielkiej Brytanii - ponad 62% więc trochę na wyrost jest stwierdzenie, że pójdziemy tym samym tropem.
Pocieszający jest fakt, że o ile u nas wzrost korzystających był trzykrotny (w ciągu lat 200-2007!!), o tyle w Wielkiej Brytanii było to już "tylko" 144%.
Prognozy sprzyjają e-marketingowi i m-marketingowi ale czy nie za szybkie są nasze przewidywania, że Internet drepcze tv po piętach?
Druga sprawa, że Internauta to atrakcyjny target...I jeśli nie pójdziemy w ilość ale w jakość, to faktycznie- Internetowi można dać większą szansę;)
źródło: Internet Word Stats
Piotr Fiećko (profil)
22 stycznia 2008 11:49Moim zdaniem, tym co napędza ów trend w UK i w Szwecji jest właśnie specyfika krajobrazu medialnego tych państw. W specyfice tej, chodzi zarówno o strukturę i organizację rynku, jak i o odpowiednie nawyki oraz oczekiwania odbiorców, które kształtowane były tam przez całe lata.
Chciałoby się napisać, że póki w Polsce nie pojawi się internetowy odpowiednik "M jak miłość", póty reklamowy prym będzie wiodła telewizja. Bardziej prawdopodobny wydaje się jednak scenariusz, w myśl którego pewne grupy docelowe zaczną traktować internet jako medium podstawowe wcześniej, a inne później (bądź wcale nie).
Soligia
23 stycznia 2008 15:17Fajnie by było gdyby tak było.
tylko czy gdzieś można przeczytać taką ich opinię?Piotr Fiećko (profil)
23 stycznia 2008 16:07Wyraźnie przytacza ją The Guardian w publikacji z 3 stycznia tego roku, poza tym - blogi...
Łukasz Wołek (profil)
02 kwietnia 2008 00:42Fajnie jest pisać o krajach takich jak Szwecja czy Wielka Brytania. Polsce daleko niestety od standardów jakie tam panują. Jedną z podstawowych przeciwności jest ciągłe monopolizowanie rynku stałego dostępu do internetu przez TP.
Niestety w UK stałe łącze 8MB jest standardem minimalnym. U nas 2MB to rarytas. W Londynie gdzie nie otworzysz lapka masz kilkanaście sieci dostępnych, w tym kilka otwartych. W Polsce... restauracje MCdonald's o ile masz dostęp do hotspotów ERY.
Macie jakiś pomysł, żeby przełamać te bariery??? Bo ja nie hehe...